"Mroczna Wieża: Powołanie Trójki" - Stephen King
Drugi odcinek największego dzieła niesłusznie zaszufladkowanego Mistrza Horrorów. Tym razem akcja ze świata pośredniego przenosi się także do naszego, w różnych czasach. Roland, zraniony przez zatruwające organizm homarokoszmary, musi powołać trójkę przyszłych rewolwerowców z naszego świata, z różnych czasów. Problem w tym, że to nie takie łatwe. Ta odsłona "Mrocznej Wieży" wydaje mi się najdynamiczniejsza ze wszystkich, nawet tych przyszłych, co nie znaczy - najlepsza. Faktycznie, ostatnie strony czyta się zagryzając paznokcie, na wszystko brakuje czasu, a jest tyle rzeczy do zrobienia. To robi wrażenie. Przywołanym do innego świata okazuje się gangster-ćpun, który nie wyobraża sobie dnia bez wpuszczenia w kanał heroiny oraz cierpiąca na schizofrenię Murzynka pozbawiona obydwu nóg, do kolan. Z czasem rodząca się między nimi więź empatii urozmaica historię, a nieustraszony Rewolwerowiec dalej, tym razem już nie sam, zmierza w stronę swojego ostatecznego przeznaczenia. Przyspieszenie akcji doskonale działa po wolno opowiadanej historii pierwszej części. Dowcipnym akcentem są także fragmenty, kiedy Roland trafia do naszego świata, pełen zdziwienia podziwiając przedmioty, których używamy na co dzień. Dobra kontynuacja.